«

»

2013.06.15 – Puławy – XC

2013.06.15Po maratonowych bojach przyszedł czas na kolejny puławski Czempionat :) Do wyścigu podszedłem bardzo zmotywowany i skoncentrowany, bo wiedziałem, że jest duża szansa na wywalczenie podium. Puławy przywitały nas mżawką, spokojnie się przebrałem i jako jeden z pierwszych wyjechałem na rozgrzewkę i dokładne zapoznanie z trasą. Tym razem była ona bardzo szybka z jednym piaszczystym podbiegiem, a jakże! ;) Oprócz końcówki dało się go wjechać prawie w całości, wystarczył dobry rozpęd i błyskawiczna redukcja w połowie. Po trzech kółkach trasę miałem już całkiem dobrze opanowaną i mogłem spokojnie rozgrzewać się na stadionie, który pomimo braku kilku czołowych zawodników z LKKG i Erkado wcale nie świecił pustkami, można wręcz powiedzieć, że frekwencja była naprawdę wysoka.

Tym razem czekało nas 7 pętli po 2,8km. Ustawiłem się na dobrej pozycji, bardzo skupiony żeby szybko wpiąć się w bloki i w czołówce wjechać w las. Start tym razem bez zaskoczenia, odliczanie i ruszamy. Wpinam się szybko, pierwszy podjazd i do lasu wjeżdżam piąty. Jest super, trzymam się za chłopakami i szybko przeskakuję za Kamila Różalskiego na drugą pozycję. Czuję się bardzo dobrze, utrzymuję mu koło i tak przejeżdżamy pierwsze kółko. Na drugiej pętli wychodzę na prowadzenie i to ja ciągnę grupę. Szok! Mimo to, staram się nie spalać, po kilku minutach przepuszczam przed siebie Michała Janiszka i jadę dalej w czubie. Od trzeciego kółka jedzie nas już „tylko” 7, w tym w sumie 4 osoby z mojej kategorii. Po podbiegu robi się małe zamieszanie, atakuje Filip Owczarek, ale gonię za nim i spokojnie go dochodzimy. Jadę bardzo mądrze, kiedy trzeba wiozę się na kole, a przed strategicznym podbiegiem staram się wychodzić na czoło, bo widzę, że chyba wjeżdżam najdalej, więc nie chcę utknąć w połowie za kimś wolniejszym. Ta taktyka się opłaca, bo za każdym razem jestem tam na dobrej pozycji. Oczywiście bieganie daje w kość, mimo, że odcinek jest bardzo krótki, ale przed nawrotem i zjazdem trzeba mocno walczyć o pozycję.

Cały czas obserwuję Bartka Brodę oraz początek grupy, żeby być gotowym w razie odjazdu. Ale grupa jest wyjątkowo wyrównana i nikt nie jest w stanie wypracować większej przewagi. Dwa kółka przed końcem trochę przyspieszamy, jest mocno, ale się trzymam, a wręcz jestem w szoku, bo ciągle czuję się świetnie. Wjeżdżamy na ostatnie kółko, odpada Bartek i już wiem, że będę na podium. Obserwuję chłopaków i widzę, że jest cień szansy na nawiązanie walki na końcówce. Filip z Michałem trochę odjeżdżają, ale za to ja uciekam Przemkowi i Kamilowi, cisnę ile jest pod nogą, bo okazja żeby ich objechać nie zdarza się codziennie. Niestety, jeden z zakrętów zauważam w ostatniej chwili, dochodzi do mnie Kamil i momentalnie odjeżdża. Stratę do Filipa i Michała ma dużą, ale jestem przekonany, że ich łyknie i nie mając sił odpuszczam pogoń. Przemek jednak też mnie wyprzedza, ale Robertowi się nie daję i po 46 minutach wjeżdżam 5. Open i 3. w kat., tracąc do zwycięzców zaledwie kilkanaście sekund. To kolejny wyścig, który pojechałem bardzo mądrze, i w którym czuć było, że „jest pod nogą”. Kolejne podium w tym sezonie zaliczone, jest też awans na 5. miejsce w generalce GP. To był jeden z tych wyścigów, po których mogę być z siebie bardzo zadowolony, nie tylko ze względu na miejsce, ale także ze względu na bardzo dobrą jazdę. No i chyba pierwszy raz w życiu jechałem w trakcie wyścigu na prowadzeniu, jaram się tym jak dziecko i chcę więcej! :D

  • Facebook
  • Twitter
  • Śledzik
  • Wykop
  • email
  • Blogger.com