Archiwum miesięczne: Styczeń 2014

2014.01.11 – Lublin – zBiegiemNatury.pl

2014.01.11Start w pierwszych, od czasów podstawówki, zawodach biegowych chodził mi po głowie już od kilku miesięcy. W Lublinie widać coraz większy szał na bieganie, w ciepłe dni aż trudno przebić się przez ścieżkę rowerową ;) W ubiegłym roku odbył się pierwszy Maraton Lubelski, w maju będzie kolejny. Przed oboma maratonami organizowane są cztery 10km biegi, czyli „Dychy do maratonu”. Jesienią zawitał do Lublina cykl zBiegiemNatury, którego patronem jest radiowa Trójka. Składa się na niego 6 biegów w każdym mieście, wszystkie na tej samej, leśnej, 5km trasie. Pierwsze biegi niestety odpuściłem, chociaż ostatnio było całkiem blisko, podobnie jak z 5km, sylwestrowym biegiem w Nałęczowie. Dłużej jednak czekać nie zamierzałem i pierwszy tegoroczny „zBieg” musiałem zaszczycić swoją obecnością ;)

Jako, że przez ostatnie 1,5 miesiąca biegałem łącznie tylko cztery razy (to i tak o cztery razy więcej niż przez ostatnie 10 lat) to nie nastawiałem się na rewelacyjny wynik. Po analizie czasów z tych nielicznych treningów i wyników z poprzednich edycji, za cel postawiłem sobie 4:30/km, co miało dać czas w okolicach 22:30 i miejsce na pierwszej stronie wyników (42 pozycje). Oczywiście na rozgrzewce apetyt wzrósł i liczyłem, że dam radę pobiec w 22 minuty. Zagadką było dla mnie jakie różnice w czasach będą na trudniejszej, błotnistej trasie w porównaniu do tych utwardzonych, gdzie trenowałem.

Pamiętając co zawsze dzieje się na starcie w MTB, ustawiam się ze Sławkiem, Przemem i Karoliną z przodu, tuż za faworytami. Ma to zagwarantować przede wszystkim sprawne i bezpieczne ominięcie gigantycznej kałuży, która jest tuż za startem. Końcowe odliczanie, włączam Stravę, pulsaka i 208 biegaczy rusza do boju. Ogień od samego początku, omijam elegancko kałużę, kątem oka podziwiając jak jeden z zawodników spektakularnie w niej nurkuje. „Pływak” wybiega tuż przede mną i oczywiście ciśnie dalej. Pewnie chciał się trochę rozgrzać i wysuszyć… Jako, że startowałem z początku stawki to mogę spokojnie podziwiać jak wyprzedzają mnie kolejni biegacze. Po pierwszym kilometrze mija mnie Damian z LKKG, na pulsaku 4 minuty. Biegnę swoim tempem, kolejni zawodnicy mnie wyprzedzają. Prawie za każdym razem towarzyszą temu dźwięki jakie wydaje katowana do oporu lokomotywa. Jednak ludzie, którzy sprawiają wrażenie jakby zaraz mieli umrzeć zadziwiająco szybko się oddalają.

Gdzieś w połowie trasy wyprzedza mnie Krzysiek z MayDaya. Na maratonie MTB by mnie to mocno zastanowiło, ale to bardzo doświadczony biegacz, zdecydowanie nie moja liga. Chwilę później dogania mnie Adam i liderka wśród kobiet. Biegnę za nimi spory kawałek, trzymają równe tempo. W końcu tracę kontakt (do tej pory nie wiem jak to się stało) i zamiast błyskawicznie odrobić stratę, patrzę jak powiększają przewagę. To pierwszy taktyczny błąd tego biegu. Drugi ma miejsce pod koniec, kiedy do mety zostaje niecały kilometr. Mam sporo sił, ciągle widzę przed sobą najszybszą kobietę i kilku innych biegaczy. Przyspieszam, są coraz bliżej, ostatnia prosta, czuję się dobrze, ale zamiast zacząć sprint i ich dogonić, biegnę sobie jak do tej pory. Zupełnie nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego nie poszedłem na maksa.

W efekcie wbiegam na metę 6 sekund za Katarzyną Pruszczak, która wygrywa kategorię kobiet. Na domiar złego zegar z czasem zauważam dopiero tuż przed kreską, kiedy pokazuje 21:59. Nieco zawiedziony wbiegam na metę, wiedząc, że powinienem był spokojnie urwać te kilka sekund, zejść poniżej 22 minut, wejść do 30 i wyprzedzić wszystkie dziewczyny. Ostatecznie z czasem 22:02 kończę 33. open, 20. w kategorii 16-34 lat. Było naprawdę całkiem dobrze, udało się zmieścić na pierwszej stronie wyników, czas też jest bardzo dobry. Niestety mały niedosyt pozostaje, ale odbiję to sobie następnym razem! Podsumowując krótko: fajny bieg, fajna trasa, fajna organizacja, ładna pogoda, sporo znajomych, nieprzyzwyczajone do biegania mięśnie miały ciężko, ale podobało mi się i chce więcej! :)