Archiwum roczne: 2015

2015.12.19 – Lublin – City Trail

2015.12.19Mój drugi w tym sezonie bieg City Trail nie zapowiadał się zbyt optymistycznie. Gdyby nie to, że chcę zrobić generalkę to pewnie bym go odpuścił, a tak wystartowałem mimo przeziębienia i całego tygodnia bez żadnych, nawet rowerowych treningów. Na miejscu spodziewałem się błota w lesie, ale na rozgrzewce zobaczyłem, że jest całkiem ładnie. Postanowiłem, że tym razem będę się pilnował na początku i pierwszy kilometr pobiegnę spokojniej niż zwykle. Nie będąc w pełni sił wolałem całość przebiec dosyć równo niż jak zwykle umierać przez ostatnie cztery kilometry :D

Na starcie jak zwykle ustawiam się w okolicach czuba, włączam stoper i ogień! Biegnie się całkiem ok, zgodnie z założeniem trzymam dosyć spokojne jak na początek tempo. Pierwszy kilometr to 3:51, więc jest ok :) Drugi kilometr odrobinę słabiej, ale biegnie mi się zaskakująco dobrze, czyżby efekt luźniejszego początku? Trzeci i czwarty kilometr wyraźnie wolniejsze, ale bez dramatu. Na ostatnim kilometrze lekko przyspieszam, jestem zaskoczony, że już od paru minut nikt mnie nie wyprzedził. Ostatnią prostą biegnę bardzo mocno i na metę wpadam z wynikiem 19:50, z czego jestem naprawdę zadowolony. To był dobry bieg w moim wykonaniu, cieszę się, że mądrze rozłożyłem siły i mimo osłabienia spowodowanego przeziębieniem zszedłem poniżej 20 minut.

Oczywiście był to też kolejny bieg, na którym brylował Rowerowy Lublin :) Coraz większa liczba rowerzystów z naszego forum biega. Mam nadzieję, że z kolei na wiosnę wielu biegaczy zawita na nasze rowerowe ustawki i zachowamy tę świetną atmosferę, która towarzyszy wspólnemu bieganiu. Może zwiększy się frekwencja na duathlonach? Myślę, że zapowiada się fajny sezon :)

 

 

 

 

2015.12.13 – Białystok – Puchar Polski CX

2015.12.13Kolejny wyjazd na Puchar Polski w przełaju to kierunek Białystok. O ile do Sławna jechaliśmy z żalem, że w tak piękną pogodę nie możemy zrobić długiego treningu, tak w Białymstoku zapowiadała się tak kiepska pogoda, że pewnie gdyby nie wyścig nie wystawiłbym nosa z domu.

Obawy się potwierdziły, temperatura była na zerze, do tego deszcz, a na wyścigu Elity nawet śnieg. Na rozgrzewce przejechałem m.in rundę, która była całkiem ciekawa, m.in dwa miejsca, gdzie trzeba było wbiegać po schodach. Pozostałą część rozgrzewki dokręciłem po kostce w parku, gdzie było w miarę sucho i ustawiłem się na starcie (szeroka rozjazdówka, więc znowu załapałem się na pierwszą linię).

Już na starcie było mi zimno w łapy, ale wystartowałem i to nawet nieźle (jechaliśmy wszyscy razem – Masters + amator). Niestety z minuty na minutę ziąb stawał się nie do wytrzymania. O ile korpus i nogi mam względnie wytrzymałe na takie temperatury, tak nie znam osoby, której bardziej ode mnie marzną dłonie. Tzn. teraz już znam – tuż przed naszym wyścigiem widziałem jak Grzesiek Tomasiak po zakończonym wyścigu ogrzewał swoje ręce na chłodnicy auta. Widok ten miałem przed oczami podejmując w połowie rundy decyzję o wycofaniu się. Postanowiłem dojechać ją spokojnie do końca, po czym zszedłem z trasy.

Po szybkim i gorącym prysznicu poszedłem na start wyścigu elity wziąć ciuchy od Oskara. Niestety ich start opóźnił się kilkanaście minut, później drugie tyle ostałem się w kolejce do mycia roweru przez co zmarzłem jak cholera. I tak oto wyglądała moja pierwsza wizyta w Białymstoku. Ten wyjazd mocno zniechęcił mnie do przełajów. Zobaczymy jak sytuacja potoczy się dalej, ale „błotniakiem” chyba nie zostanę.

2015.12.05-06 – Sławno – klasa A i PP

2015.12.06„Nadejszla wiekopomna chwiła” kiedy to udałem się do Okręgowego Związku Kolarskiego po pewien dokument. Szybka wizyta, pani Grażynka przybija pieczęć, wydaje licencję i tak oto „Jestę Mastersę”. Od razu na drugi dzień pierwszy test. Jadę z chłopakami z Erkado na przełajowy weekend do Sławna. Pogoda piękna, zapowiada się super wyścig. Pierwszy raz startuję w kategorii Masters I (w styczniu na liczniku wybije 30, więc na sezon przełajowy mogę już mieć licencję tej kategorii).

Sobota to wyścig klasy A. Rozgrzewka i przygotowania idą zgodnie z planem. Gdy sędzia ustawia nas na starcie, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zostaję wyczytany jako pierwszy. Wiedzą w Polsce kto mocny ;) Trzydzieści sekund po nas startują kobiety, a po kobietach kategoria Amator, w której ścigałem się do tej pory. Na starcie trochę zostaję i jadę ostatni (w kategorii jest nas chyba tylko 10). Trasa bardzo kręta, techniczna, nie wyrabiam się na zakrętach, zbyt często naciskam klamki od hampli. Po kilkunastu minutach dochodzi mnie Olga Wasiuk i razem jedziemy jakieś dwie rundy. W międzyczasie wyprzedza nas Kaza, który prowadzi w kategorii „Amator”. Ja z kolei wyprzedzam jednego Mastersa, przez co nie jestem już ostatni. Po dwóch rundach wspólnej Olga włącza piąty bieg i odjeżdża mi jak juniorowi. Na okrążenie do końca widzę, że doganiam następnego zawodnika. Przyspieszam, ale do złapania go braknie jakichś 100m i na metę wpadam ósmy. Totalne baty!

Na drugi dzień Puchar Polski na tej samej trasie, ale w przeciwnym kierunku. Frekwencja trochę lepsza, chociaż znowu bez szału. Tym razem początek trochę mocniej i na rundę wjeżdżam mając kilku rywali za sobą. Noga kręci trochę lepiej, ale ciągle bez rewelacji. Podobnie jak dzień wcześniej dochodzi mnie Olga Wasiuk i Kaza, ale tym razem szybko mnie przechodzą i nie ma żadnych szans na rywalizację. Wyścig kończę dziesiąty.

Pierwszy weekend przełajowy nie przyniósł sukcesów. Na dzień dobry dostałem porządne lanie, ściganie w Masters I to nie jest bułka z masłem. Trochę się chyba pospieszyłem z licencją, bo jako amator przyjechałbym dwa razy drugi za rewelacyjnym Kazą, któremu życzę medalu na MP w kat. Cyklosport :) Najlepiej złotego!

 

2015.11.28 – Lublin – City Trail

2015.11.28Drugi bieg w tym sezonie czyli pięciokilometrowe ściganie w terenie. To moja ulubiona forma biegania, dlatego jak tylko mogę to biorę udział w City Trail. Ten dystans nie wymaga od zawodnika jakiegoś szczególnego wybiegania, niezły wynik można osiągnąć mając względnie dobrą kondycję i trochę samozaparcia.

W tym roku trasa jest trudniejsza (przynajmniej technicznie) niż w latach poprzednich, co może nie sprzyja super czasom, ale na pewno sprawia, że jest ciekawiej :) Po raz pierwszy wprowadzono też klasyfikację drużynową, do której zgłosiliśmy drużynę Rowerowego Lublina (pozdrower dla Mariobikera, Meeg i Ciapatej ;)).

Na rozgrzewce tradycyjnie zapoznałem się z początkiem i końcówką trasy po czym ustawiłem z przodu żeby znowu pobić rekord świata na kilometr, a potem umierać na pozostałej części dystansu. Tradycji stało się zadość  i po 3:40 mogłem już biec „na oparach”. Na szczęście było ich względnie dużo i zaciskając zęby jakoś doczłapałem do końca, przekraczając metę z czasem 19:24, na 29/311 miejscu open i 12/42 w kat. M20. Z biegu jestem względnie zadowolony, chociaż końcówkę powinienem był pobiec odrobinę mocniej. Nie walcząc o czołowe lokaty trudno jest jednak zmobilizować głowę do ekstremalnego wysiłku. No cóż, nad tym także trzeba pracować!

Jeśli chodzi o nową trasę to wymaga dużo większej uwagi, bo wystaje sporo korzeni oraz jest bardziej interwałowa. Mi się to podoba, ale w końcu nie jestem biegaczem-amatorem żeby na każdym biegu, na każdej trasie i o każdej porze roku walczyć o życiówkę ;) Zabawa i tak jest przednia, a na rekord przyjdzie jeszcze czas :)

Na koniec chcę podziękować wszystkim uczestnikom biegu, którzy przyłączyli się do zbiórki, którą organizowało moje Stowarzyszenie – Rowerowy Lublin, w ramach akcji „Pomóż dzieciom przetrwać zimę”. Dziękuję także wszystkim ze Stowarzyszenia, począwszy od pomysłodawców włączenia się do akcji, poprzez koordynatorów i tych, którzy włożyli choćby najmniejszą cegiełkę w zbudowaniu tego sukcesu. Uzbieraliśmy 93kg darów, które trafią do potrzebujących Dziękuję!

Starsze posty «