Archiwum miesięczne: Wrzesień 2015

2015.09.27 – Annopol – Cross Duathlon

2015.09.27Przed drugim duathlonem w tym roku wiedziałem już mniej więcej co mnie czeka, ale nie spodziewałem się raczej wysokiego miejsca. Nie wiedziałem kompletnie jak pójdzie bieganie, spokojny natomiast byłem jeśli chodzi o formę rowerową. Dodatkowo motywowała mnie chęć odbicia sobie kiepskiej jazdy na rowerze z biłgorajskiej edycji. Dużo bardziej techniczna trasa, z wieloma piaszczystymi odcinkami dawała nadzieję na zyskanie przewagi nad biegaczami i zamierzałem ten fakt wykorzystać. Celem minimum było podium w M2 :)

Po uważnym wybraniu miejsca w strefie zmian objeżdżam trasę, robię krótką rozgrzewkę biegową i ustawiam się na starcie. Po kilometrze biegu mam fatalne odczucia, niby biegnę, ale jest bardzo trudno i zaczynam mieć czarne myśli. Szybko jednak biorę się w garść i walczę. Po około 2km wraz z Krzyśkiem Grucą i Arkiem Kraską doganiamy Marcina Bigoraja i jakiegoś biegacza ze sztafety. Przez kilka minut trzymam się grupki, ale ostatni kilometr odpuszczam kontrolując sytuację na radar ;) Do strefy zmian wbiegam z planową stratą, 10. open i 7. solo, jest dobrze. Gorzej za to wypada zmiana. Na bieg niepotrzebnie założyłem długie rękawiczki i okulary, które i tak muszę zdejmować żeby ogarnąć zmianę butów i założenie kasku. Kupa czasu w plecy, ale „nie ma lipy” i cisnę ostro na rowerze żeby jak najszybciej odrobić straty. Wyprzedzam kolejnych zawodników aż w lesie na największych piachach dojeżdżam do Arka. Chwilę jedziemy razem, ale za mostkiem na rzeczce, gdzie jest lekko pod górę podkręcam tempo i odjeżdżam.

Noga kręci coraz lepiej, ale ciągle nie wiem który jestem, mam wrażenie, że chyba nadspodziewanie wysoko i zbliżam się do lidera. Na kolejnych kółkach dochodzę najwolniejszych zawodników. Kilkaset metrów przed końcem etapu rowerowego przyspieszam jeszcze bardziej, bo nie mogę odmówić sobie przyjemności zdublowania jednego z zawodników sztafety Baran Cycling, jadącego na przełajówce. Dubelek założony, szybko zmieniam buty i ogień na końcówkę trasy, na którą wybiegam słysząc, że jestem drugi open. „Ale wyprułeś na ten ostatni bieg” słyszę po zawodach od kilku osób. Nie wiedzą, że chwilę po opuszczeniu miasteczka zawodów łapie mnie potężna kolka przez którą dymię jak VW i biegnę jak ostatnia oferma. Metry jednak  stopniowo uciekają, oglądam się po pierwszej długiej prostej – czysto, szanse na dobry wynik rosną.

Długa prosta do mety, wspólna dla kolarzy i biegaczy, w połowie oglądam się do tyłu i widzę białą koszulkę biegacza. Do głowy wysyłam prosty komunikat: „po moim trupie” i przyspieszam. Na metę wbiegam drugi open (1:17:12, 3:15 straty), ale niezwykle szczęśliwy i dumny z siebie, że dałem radę. Zwycięzca na pierwszym biegu „wkleił” mi 2:54, a na drugim aż 2:44 – dramat. Mimo, że na rowerze czułem moc i byłem zdecydowanie najszybszy ze wszystkich to i tak nie wystarczyło, żeby zniwelować te straty. Trzeba po prostu zacząć biegać, bo jesień się już zaczęła i wkrótce starty biegowe.

To były jedne z fajniejszych zawodów w tym sezonie. Nie dość, że na ciekawej trasie i ukończone po dobrej walce na dobrym miejscu to w dodatku  z nagrodami, które mają jakąś większą wartość niż śmierdząca drutówka czy rękawiczki 5XL ;) Dzięki wielkie dla Grześka Barana za ogarnięcie całości tego przedsięwzięcia! Tym razem kalendarz nie pozwolił żeby polecieć generalkę, ale mam nadzieję, że uda się w przyszłym roku!

2015.09.20 – Puławy – XC

2015.09.20Wrześniowa edycja Czempionatu to tradycyjnie Otwarte Mistrzostwa Puław. Wygrałem je przed rokiem i tym razem ostrzyłem sobie zęby na sukces. Lekko zmodyfikowana trasa przypominała trochę trasy sprzed kilku lat, gdy zaczynałem swoją przygodę z wyścigami. Na szczęście mimo opadów deszczu na trasie nie było kałuż ani błota, co bardzo mnie ucieszyło. Niezrozumiałe natomiast było rozdzielenie startu juniorów i najstarszych kategorii wiekowych. Musieliśmy przez to czekać ponad godzinę na swój start, który pierwotnie przypadłby w okienku pogodowym, ale koniec końców pogoda i tak okazała się dosyć łaskawa.

Na starcie ustawiam się opatulony w bluzę i nogawki, rozgrzewka przebiegła pomyślnie, jest ciepło, zaczynam zdejmować zbędne ciuchy i widzę, że wszyscy w blokach, bo sędziowie już szykują się żeby dać sygnał do startu. „STOP, stop, chwila!” krzyczę i jakimś cudem udaje mi się ich powstrzymać. Nerwowo zdejmuję rękawki, zakładam rękawiczki, przybieram pozycję i START! Reakcja minimalnie spóźniona, ale jak już wpinam się w pedał to wystrzeliwuję jak z katapulty i do lasu wjeżdżam drugi. Po pierwszym kółku widać już jak będzie wyglądał ten wyścig – Tomek Bala odjeżdża z Markiem Kulikiem, a ja jadę w drugiej grupce z Darkiem Paszczykiem, Radkiem Kozakiem i przez chwilę z Szymkiem Skrzypczakiem, który pod dwóch-trzech pętlach zostaje.

We trzech jedziemy razem do ostatniej pętli, gdzie atakuję na początku i uzyskuję niewielką przewagę. Na trasie są dwa piaszczyste podjazdy, końcówkę drugiego wbiegamy, ale pierwszy do podjechania w całości. Robię to średnio co drugie okrążenie, ale tym razem jednak obieram zły tor jazdy i przewaga spada do zera. Atak ponawiam przed ostatnim podjazdem. Za każdym razem wjeżdżałem go dynamiczniej od rywali, więc wiem, że jak wjadę go mocno i na pierwszej pozycji to tak zostanie aż do mety. Plan wychodzi w stu procentach i na kreskę wjeżdżam po 1:11:30 jazdy, 3. open i 1. w elicie. Zarówno wynik jak i jazda cieszą. Drugi rok z rzędu zwyciężam w Otwartych Mistrzostwach Puław w kat. 18-30 i praktycznie zapewniam sobie ponowne zwycięstwo w całym cyklu.

2015.09.13 – Gorajec-Zagroble – MTB Maraton „Jastrzębia Zdebrz”

2015.09.13Mój kalendarz startowy układam zazwyczaj przed sezonem i konsekwentnie się go trzymam. Czasem dochodzą do niego jakieś dodatkowe wyścigi i tak też stało się w przypadku maratonu „Jastrzębia Zdebrz”. Impreza blisko, weekend wolny, noga całkiem świeża, wręcz niedotrenowana, więc pasowało idealnie. Na miejscu jak zwykle w przypadku lokalnych imprez śmietanka lubelskich zawodników, co zawsze dodaje smaku i tworzy okazję do rywalizacji o złote grabki i łopatkę w lokalnej piaskownicy ;)

Punktualnie o 11 ruszamy. Wystrzelam jak z armaty, szybciej niż w jakimkolwiek XC w tym roku i od startu gonię ile sił. Na pierwszą sekwencję piaszczystych zakrętów wjeżdżam zgodnie z planem pierwszy. Na rozgrzewce dokładnie sprawdziłem jak ją pokonać żeby nie ładować podjazdu z buta. Kręcę mocno pod pierwszą hopę i patrzę, a tu większość zawodników zamiast po drodze wali bokiem po bardziej przyczepnej nawierzchni. Trochę mnie to wkurza, więc podkręcam tempo. Odjeżdżam i agresywnie atakuję kolejne podjazdy. Widzę, że z tyłu w pogoń ruszył tylko Radek Wasilewski. To dobry układ, we dwóch powinniśmy mieć spore szanse na dojechanie do mety. Po długim podjeździe w lesie i kilku kilometrach w nogach w końcu Radek doskakuje i pociskamy. Dyktuję mocne, równe tempo. Radek się trzyma i czasem wychodzi na zmiany. Mam jednak wrażenie, że nie są one tak mocne jak moje. Trudno, bardzo mi zależy na tym, żeby dojechać przed grupą, więc postanawiam nie kalkulować, tym bardziej, że nogi kręcą naprawdę dobrze i czuję się ok :)

Dziesięć kilometrów przed metą nie widzimy nikogo z tyłu na długich prostych i jestem prawie pewien, że walka o zwycięstwo rozegra się pomiędzy mną a Radkiem. Zjazdy są niestety za krótkie żeby odjechać, a ja nie podejmuję ryzyka ataku na podjeździe, mimo, że wiem, że na finishu szanse na ogranie Przeciwnika będą niskie. Na ostatnią prostą wjeżdżamy razem, ustawiam się z tyłu, tempo spada, zaczynają się szachy. Postanawiam zaskoczyć Radka, rozpędzam się i szybko wyprzedzam. Radek doskakuje momentalnie, poprawia i ku uciesze swoich lokalnych kibiców zwycięża, a mi pozostaje tylko drugie miejsce i na pocieszenie zwycięstwo w kategorii Elite. Mimo pewnego niedosytu jestem zadowolony, bo ucieczka zakończyła się powodzeniem. Na końcu popełniłem chyba błąd, trzeba było zaatakować w ostatniej chwili, a nie 300-400m przed kreską. Następnym razem wykończę to lepiej :)

Dzięki wielkie Organizatorom wyścigu za bardzo fajny wyścig na Lubelszczyźnie. Takich imprez jest wciąż zbyt mało, więc tym większe brawa. Dobrym pomysłem było też połączenie zawodów w rajdem, w którym wzięło udział grubo ponad stu rowerzystów. Dzięki temu może ktoś z nich miał okazję zarazić się ostrzejszą formą spędzania czasu na rowerze, a i dekoracja wśród tak dużego i zacnego grona była o wiele przyjemniejsza. Dobry wynik, fajni ludzie, atmosfera, dobra trasa i nagrody. Takie zawody zawsze miło się wspomina. Do zobaczenia za rok! :)