Archiwum miesięczne: Styczeń 2016

2016.01.23 – Lublin – City Trail

2016.01.23Mój trzeci bieg City Trail w tym sezonie odbył się w zimowej scenerii. Dużo śniegu, mroźnie i niezbyt przyczepnie. Na szczęście od Najukochańszej dostałem przed biegiem nakładki na buty z kolcami, które założyłem do przetestowania na rozgrzewce. Po kilkunastu minutach stwierdziłem, że nadadzą się na bieg i ustawiłem się w strefie startowej, gdzieś w drugim rzędzie.

Komenda od sędziego i lecimy. Udaje mi się nie wypruć na maksa podczas pierwszego kilometra. Drugi biegnie mi się dobrze. Trzeci kilometr na tegorocznej trasie jest najtrudniejszy, tutaj nieco tracę i daję się wyprzedzić kilku osobom. Na czwartym wcale nie jest lepiej, ale ok. 1200m do końca rozpoczyna się zbieg. Tutaj lekko przyspieszam. 400m przed metą słyszę za plecami rywali, wyprzedzają mnie i trochę się oddalają. Finish biegnę mocno, ale już nie daję rady ich dopaść. Na metę wbiegam z czasem 19:32, 27/290 Open i 12/39 M20. Wynik przyzwoity, chyba na miarę moich obecnych możliwości :)

Lubię biegać te leśne piątki, na lutowej edycji powalczę o swój najlepszy czas w tej edycji i trochę lepsze miejsce :)

 

2016.01.10 – Lublin – Mistrzostwa Polski CX

2016.01.10Mistrzostwa Polski w Lublinie nie zdarzają się co roku, więc postanowiłem w nich wystartować, mimo, że przełaj to wybitnie nie moja konkurencja :) W ramach przygotowań zaliczyłem kilka wyścigów przełajowych żeby zobaczyć z czym to się je i moje przypuszczenia się potwierdziły. To bardzo wymagająca dyscyplina i żeby móc odnosić w niej sukcesy trzeba perfekcyjnej techniki i świetnego przygotowania fizycznego, które pozwoli na blisko godzinną jazdę na maksa, bez ani chwili wytchnienia.

W Trzech króli odpuściłem ściganie w lubelskim szosowo-treningowym klasyku i wybrałem się do Parku Ludowego na zapoznanie z trasą i test nowych kół. Na treningu było bardzo dużo ludzi i prawie wszyscy mi odjeżdżali co nie nastrajało mnie zbyt dobrze przed Mistrzostwami. Drugi objazd trasy odbyłem po pierwszym dniu MP. Po południu pojechałem na trasę, przejechałem trzy rudy i już wiedziałem, że będzie ślisko, twardo i bardzo szybko.

W dzień Mistrzostw na miejscu melduję się niecałe 1:30 przed startem. Załatwiam formalności, rozstawiam trenażer i przygotowuję się do rozgrzewki. Tomo z forum Rowerowego Lublina montuje mi kamerkę na kierze, będzie film! Schodzą się kibice i znajomi. Gdy przyjeżdża Oskar z Michałem rozstawiamy namiot żeby było się gdzie rozgrzewać. Trochę z tym wszystkim schodzi i rozgrzewkę rozpoczynam bardzo późno, ale za to w komfortowych warunkach :) W dzień startu nie objeżdżam już trasy, warunki są identyczne jak kilkanaście godzin wcześniej podczas objazdu. Od razu ustawiam się w strefie wywołań i podjeżdżam na start. W Masters I jest nas 43. Najliczniej obsadzony wyścig, nawet w Elicie tylu nie ma :) W dodatku minutę po nas startuje kilkunastu zawodników Cyklosportu. Ależ będzie się działo!

Stoję w trzecim rzędzie, sygnał sędziego i ogień! Początek ok, jadę w miarę wysoko i staram przebijać się kiedy tylko się da. Już na pierwszej rundzie chłopaki tuż przede mną wpadają w poślizg i zaliczają glebę. Ja omijam i ostrożnie jadę swoje. Staram się spokojnie pokonywać zakręty i dawać z siebie maksa na prostych. Ciągle słyszę kibiców, których przy trasie jest mnóstwo. Wielu z nich krzyczy po imieniu „Grzesiek dajesz!” itp. teksty. Dzięki! Uwielbiam to! Najgłośniejsza jest oczywiście grupa Rowerowego Lublina z Anetą na czele!

Robię wszystko żeby się godnie zaprezentować na własnym terenie, a nie jest to łatwe. Kraksa z pierwszego kółka nie jest jedyna, co chwilę słyszę jak ktoś się przewraca. Ja na szczęście do samego końca trzymam pion, gorzej niestety jest z poziomem ;) Walczę o każdą pozycję, ale ciągle mam wrażenie, że jestem na szarym końcu. Przed wjazdem na ostatnią rundę wyprzedza mnie Łukasz Pańko, który od kilku minut mocno naciskał. Próbuję go gonić, ale dzisiaj jest szybszy i zasłużenie mnie objeżdża. Na metę wpadam 23, czyli mniej więcej w połowie stawki. Pierwsza dwudziestka, która była celem minimum jest poza moim zasięgiem, ale po wyścigu nie robi mi to jednak różnicy. Cieszę się, że dojechałem w jednym kawałku i bez bliskich spotkań ze zmrożoną glebą :)

Gdy wrażenia opadają idę pokręcić chwilę na trenażerze, później szybki prysznic, jedzenie i danie główne, czyli oglądanie wyścigu Elity. Chodzę po trasie i z wypiekami na twarzy oglądam najmocniejszych polskich przełajowców. Mimo o wiele trudniejszych warunków (przed wyścigiem zaczął padać śnieg i przysypał calutką trasę) jadą dużo szybciej niż my. Ogromny szacun! Ogląda się to świetnie. Wyścig pewnie wygrywa Marek Konwa, przed Marcelim Bogusławskim (złoto U23) i Mariuszem Gilem. Cieszę się, bo dokładnie taką kolejność obstawiałem :) Po rozdaniu medali Rowerowy Lublin i Marzena od nas z ekipy wygrywają konkurs na najlepszych kibiców. Jest super!

To była świetna impreza, bardzo dobrze zorganizowana, na której zarówno zawodnicy jak i kibicie dopisali! Oby więcej takich! Co się zaś tyczy mojej dalszej przygody z przełajem to sam nie wiem, bo nastroje i koncepcja zmieniają mi się co chwilę. Raz chcę pozbyć się roweru, bo do tanich przecież nie należy, innym razem pragnę wziąć rewanż i lepiej przygotować się do następnego sezonu przełajowego. Póki co jestem po kilku treningach w zimowej scenerii Starego Gaju i jazda przełajem zaczyna mi się podobać… Pożyjemy, zobaczymy ;)

Na koniec podziękowania:
– Jackowi z Metrobikes.pl za wypożyczenie nowiutkiej, topowej przełajówki na cały sezon
– Pawłowi z Centrali Rowerowej, który zaplótł mi świetne koła, na których postawiłem Speca
– Klubowi Erkado RT Kraśnik, który sponsorował moje starty w sezonie przełajowym
– Tomkowi z Wydolność.pl za wsparcie w zakresie planowania treningów
– Tomkowi Staszewskiemu za pomysł i zmontowanie czaderskiego filmiku z Mistrzostw
– Wszystkim kibicom, zwłaszcza Rowerowemu Lublinowi za super doping!

 

 

 

 

 

 

2015.12.31 – Nałęczów – Bieg Sylwestrowy

2015.12.31Bieg Sylwestrowy Nałęczów – Sao Paulo organizowany jest od 1995 roku. Słyszałem o nim jeszcze zanim zacząłem się ścigać na rowerze, ale jakoś nigdy się nie składało żeby wziąć w nim udział. W ostatnich dwóch latach byłem tego bardzo blisko, ale w ostatniej chwili zmieniałem plany. W tym roku musiałem tam wystartować :) Do Nałęczowa pojechałem z Anetą, Beatą i Maćkiem. Na miejscu oczywiście mnóstwo znajomych biegaczy i gorąca atmosfera mimo ponad -10°C :)

Po zapisaniu się i przebraniu w stroje (lub też w przebrania – specjalna nagroda dla przebierańców) wyruszamy biegiem do Parku Zdrojowego w Centrum Nałęczowa, gdzie ma miejsce główna atrakcja wieczoru. Jest strasznie zimno, cieszę się, że w ostatniej chwili zdecydowałem się założyć najcieplejsze rękawiczki jakie mam, dzięki czemu mogę w miarę komfortowo się rozgrzewać. Spokojnym tempem robię kilka kilometrów po parku żeby utrzymać komfort termiczny w oczekiwaniu na start, później jeszcze kilka przyspieszeń i jestem gotowy. Do ostatniej chwili jestem w ruchu i chwilę przed startem ustawiam się w pierwszej linii. Do przebiegnięcia cztery rundy po 1,5km, czyli 6km. Dystans nietypowy, ale rundy mi bardzo pasują, będzie łatwiej kontrolować tempo, a zaplanowałem je poniżej 4min/km.

23:55, sygnał i pędzimy! Zaczynam mocno, ale w granicach rozsądku. Nigdy nie startowałem w takiej temperaturze i jak dziwnie by to nie zabrzmiało – nie chcę się zagotować ;) Po 200m, na początku rundy jest krótki, ale bardzo stromy podbieg. Wbiegam go bardzo dynamicznie, później wypłaszczenie i długi, łagodny zbieg. Mocno na nim przyspieszam i sporo tutaj nadrabiam na każdym kółku. Później zakręt, długa prosta lekko pod górkę i w prawo na kolejną rundę. Od końcówki pierwszego okrążenia trzymam się dwóch zawodników, którzy dyktują równe i mocne tempo. Po drugiej rundzie odbiegamy we dwójkę, natomiast przed wbiegnięciem na ostatnie kółko zaczynam zostawać i biegnę już sam.

Kilometr przed metą czuję oddech rywali na plecach, dobiega do mnie towarzysz drugiego okrążenia. Idzie mi jednak dobrze i nie zamierzam dać się nikomu wyprzedzić. Na zbiegu cisnę mocno, pierwszy wbiegam na mostek nad rzeczką, kończący zbieg i dyktuję mocne tempo. Wbiegając na ostatnią prostą jeszcze przyspieszam i wypracowuję przewagę. Zostało 400m, zaczyna się minimalny podbieg, wiem, że muszę utrzymać mocne tempo i nie dać się dogonić. Ostatnie 250m biegnę wszystko co mam, wyłączam głowę i wchodzę w trans. Już mnie nikt nie dogoni! Na metę wpadam 12. open (na 124 osoby) i 5. w kategorii (wyniki tutaj). Jestem bardzo zadowolony, bo pobiegłem naprawdę dobrze!

Po biegu nogi mocno zmęczone, ale jeszcze trzeba przetruchtać do bazy wyścigu. Na miejscu sporo całkiem dobrego jedzenia: gorąca herbata, zupa, banany, kanapki, więc szybko uzupełniam kalorie. Później gorący prysznic i już mogę świętować. Symbolicznie wypijam łyka noworocznego szampana. Zresztą na imprezie alkoholu w ogóle jest bardzo mało, kilka szampanów, nieliczne osoby sączą piwo. Spoko klimat :) Oczekiwanie na dekorację upływa na rozmowach ze znajomymi, jest naprawdę fajnie. Później dekoracja. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zajmuję trzecie miejsce w kategorii 16-29. Jest to mocno mylące, bo na wielu biegach osoby, które wywalczyły podium open nie są dekorowane w kategorii. Uważam, że jest to zły pomysł, ale jakby nie patrzeć – wracam do domu z pucharem :) To było miłe zakończenie starego i rozpoczęcie nowego roku! :) Teraz trzeba iść za ciosem! Szczęśliwego 2016 roku!

#Sylwester w #SaoPaulo ;)

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Grzegorz Mazur (@grzegorzmazurpl)