Na finał tegorocznego Czempionatu jechałem z jasnym planem: ukończyć zawody bez defektu i zgarnąć pierwsze miejsce w generalce elity. Pogoda dopisała i na starcie stawiła się czołówka XC z Lubelszczyzny, ale jako, że sezon na jazdę po błocie, bieganie z rowerem i skakanie przez przeszkody się zbliża to kto miał pojawił się na przełaju.
Na rozgrzewce trzy razy objeżdżam rundę i czuję spore zmęczenie, co nie wróży dobrych zawodów. Ustawiam się na starcie, jedziemy osiem rund, 3…2…1… i ogień. Tym razem gdy się wpinam widzę, że prawie wszyscy są już przede mną, daję gazu, wyprzedzam wiele osób i do lasu wjeżdżam w połowie stawki. Strasznie słabo, ale trzeba walczyć. Na puławskich singlach bardzo trudno się wyprzedza, zwłaszcza na początku wyścigu. Na pierwszej pętli daję radę jednak odrobić kilka pozycji. Później jadę razem z Braniem, Damianem, Kamilem Grendą i Marasko. Kamil szybko odpada, dwie rundy później to samo dzieje się z Damianem, a potem z Markiem. Zostaję z Braniem i tak jedziemy trzy ostatnie pętle. Tempo jest żwawe, ale nie mam problemów z jego utrzymaniem. Więcej problemów sprawiają mi drzewa na trasie, o które dwa razy zahaczam kaskiem i muszę gonić, ale za każdym razem dochodzę do koła.
Przy wjeździe na ostatnią rundę jadę przed Braniem, widzę, że jedzie dosyć pasywnie, wiec postanawiam podkręcić tempo i się od niego oderwać. Atakuję kilkanaście sekund przed lekkim zjazdem, który na poprzednich rundach Branio jechał dosyć wolno. Kręcę bardzo mocno i gdy na wypłaszczeniu oglądam się okazuje się, że zostałem sam. Trzymam mocne tempo i dopiero około kilometr przed metą zwalniam, gdy widzę, że moja pozycja jest już bezpieczna. Na metę wjeżdżam 4. open i 3. w elicie, z czasem 1:06:30. jestem bardzo zadowolony, bo na rozgrzewce nic nie wskazywało, że noga będzie tak silna jak to miało miejsce na wyścigu. Kolejny udany start, w którym nie obyło się bez walki zaliczony :)
Po krótkim rozjeździe, jak zwykle w Puławach, szybko następuje dekoracja, najpierw za ostatni wyścig, a później za generalkę. Odbieram puchar za trzecie miejsce i za pierwsze w generalce elity :) W dodatku do pucharu za generalkę organizatorzy dorzucają fajny turystyczny plecak z bukłakiem i słuchawki. Zwłaszcza plecak bardzo się przyda, gdyż przychodzi okres roztrenowania i jesiennych wycieczek :) Gdyby ktoś przed sezonem powiedział mi, że takim rezultatem zakończę tegoroczne Grand Prix Puław to bym pomyślał, że jest jakimś idiotą :D A tymczasem sezon przejechałem bardzo równo, tylko w dwóch pierwszych edycjach byłem tuż za podium, a dwa wyścigi zdołałem nawet wygrać (4+4+3+3+1+1+3). Dziękuję organizatorom i zawodnikom za kolejny sezon zmagań w puławskim lasku i niepowtarzalny klimat, który razem tworzyliśmy. Nie wiem czy w przyszłym roku kalendarz GP podpasuje mi na tyle żeby znowu walczyć o generalkę, ale na pewno na kilku wyścigach się pojawię! :)
Zawsze lubiłem wyścig na Globusie i po nieobecności w ubiegłym roku z niecierpliwością czekałem na tegoroczną edycję. Wymagająca trasa i przede wszystkim spore grono lubelskich kibiców, nie szczędzących gardeł, zawsze sprawiały, że Globus zapadał w pamięć :) Gdy w zimie ułożyłem kalendarz startów obawiałem się bardzo, że po BB Tour będę zbyt zmęczony żeby dobrze wypaść w wyścigu „u siebie”. Na szczęście druga połowa obecnego sezonu w niczym nie przypomina tego co działo się przed rokiem, kiedy to noga była mocno zmulona. Nutkę niepewności zasiały testy Meridy w Wiśle, podczas których zrobiłem sporo przewyższeń i bałem się, że „wejdzie w nogi”. O ile podczas testu w Puławach nie było to zbyt odczuwalne to w niedzielę rano, gdy się przebudziłem, czułem, że nogi mam jak kołki wystrugane z drewna.
Przedostatni w tym sezonie wyścig w puławskim lasku to jednocześnie Otwarte Mistrzostwa Puław w kolarstwie MTB. Na starcie stawiła się dosyć mocna obsada Mastersów i nieliczni zawodnicy Elity, przez co zwycięstwo w kategorii było obowiązkiem. Trasa tym razem trochę zmieniona w stosunku do ostatnich kilku wyścigów, wydawała mi się szybsza i łatwiejsza, ale to trudno obiektywnie ocenić, bo noga ostatnio podaje ;) Sędziowie, w perspektywie niedzielnego wyścigu na Globusie, pozwolili nam utargować 9 pętli (z pierwotnie zapowiadanych 12!), ale jak się później okazało to i tak było sporo, bo runda, mimo, że łatwa to była bardzo długa.
Na poprzednim puławskim czempionacie pożegnałem mojego wysłużonego Canyona, natomiast tym razem miał nastąpić debiut na nowiutkim Specializedzie :) Maszyna była u mnie już od ponad tygodnia, w międzyczasie wstawiłem mostek z kątem -17st, zmieniłem siodło na Specialized Toupe, dociąłem kierę, wstawiłem obrotowe manetki X0 oraz piankowe chwyty i dopiero po tych zabiegach rower spełniał moje wymagania ;) Przed wyścigiem zrobiłem nim zaledwie kilka km, więc nawet klocki nie zdążyły się dotrzeć. Puławski wyścig nadawał się idealnie na chrzest bojowy i liczyłem na to, że będzie on co najmniej tak udany jak pożegnanie Canyona.