Drugi dzień przełajowego weekendu to Super Puchar Polski w Koziegłowach. Wysoka ranga i podwójna punktacja do klasyfikacji Pucharu Polski przyciągnęła krajową czołówkę wszystkich kategorii, więc zapowiadała się bardzo trudna rywalizacja.
Na start dojechałem z Januszem i Szymkiem 14km, prosto z hotelu, co umożliwiło porządne rozgrzanie. Na miejscu montaż numerka, objazd rundy i staję na starcie. O ile dzień wcześniej zostaliśmy trochę przetrzymani na zimnie to dzisiaj sędzia daje jasny sygnał, że zostało 1,5 min do startu i żeby się rozbierać. Ściągamy ciuchy i ogień! Dzisiaj w końcu czas reakcji dobry i na pierwszej prostej cisnę w ścisłym czubie. Niestety po zakręcie w lewo rozprężenie i widzę jak po lewej i prawej stronie mkną pociągi, które mnie wyprzedzają.
Do pierwszych zakrętów na trawie wjeżdżam już na niekorzystnej pozycji, jest nerwowo, łokcie idą w ruch, każdy ostro walczy o pozycję. Na podjeździe, gdzie są usypane muldy muszę jechać bokiem, po miękkim, bo wyjeżdżona ścieżka się korkuje. Tracę przez to trochę sił, ale przynajmniej zyskuję ze dwie pozycje. W dalszej części rundy czołówka odjeżdża coraz dalej i każdy znajduje swoją grupkę. Trasa typowo przełajowa, leży mi, ale jazda na pewno nie sprawia takiej przyjemności jak dzień wcześniej. Znowu muszę podganiać na asfaltowych odcinkach, których jest kilka, są także schody – jedyna przeszkoda tego dnia, a także dwa krótkie odcinki z piachem. Reszta to jazda po trawie, mniej lub bardziej równej.
Cały wyścig to lekkie przetasowania, jedni odjeżdżają, innych doganiam i tak w kółko. Dwie rundy do końca zostaję trochę za pięcioosobową grupką, do której mam kilka sekund. Gonię ich do końca wyścigu, ale nie jestem w stanie doskoczyć, co kosztuje mnie utratę szans na walkę o 10 pozycję. Ostatecznie na metę wjeżdżam tak jak dzień wcześniej 7. w Masters I i tylko 15. Open. To nie był szałowy wyścig w moim wykonaniu, po raz kolejny wyszedł brak doświadczenia (o brakach kondycyjnych nie wspominam, forma idzie w górę, ale to jeszcze nie to, co powinno być). Kolejny Puchar Polski 20 listopada w Żaganiu, liczę, że pojadę go lepiej niż ostatni wyścig i zbiorę więcej punktów do generalki.
Kolejny weekend przełajowy rozpoczął się w Szczekocinach na ciekawej trasie, która bardzo przypadła mi do gustu. Spora jej część przebiegała w lesie, były przeszkody i podbiegi po piachu, a zakręty nie były ciasne, więc nawet z moją techniką dało się je płynnie pokonywać. W dodatku kilka z nich było na tyle świetnie wyprofilowanych, że można było się elegancko złożyć i nie wytracać prędkości co sprawiało olbrzymią frajdę.
Decyzja żeby jechać 8 godzin (ponad 550km) na wyścig który trwa 40 minut zapada w środę. Planujemy wyjazd o 19:30 w piątek, nocleg gdzieś na trasie i z rana dalszą część drogi w okolice Głogowa.
Pierwszy weekend w tym sezonie przełajowym to dla mnie wyścigi w Hucisku (klasa A) i w Mikołowie (Puchar Polski). O tym pierwszym trzeba szybko zapomnieć, bo urwałem hak na pierwszej rundzie (do dzisiaj nie wiem jak to się stało) i musiałem się wycofać z rywalizacji, a szkoda, bo podium było spokojnie w moim zasięgu.