Tag: zBiegiemNatury.pl

2014.02.08 – Lublin – zBiegiemNatury.pl

2014.02.08W obecnym świecie pełno jest cudów techniki, od najnowszych smartfonów do najbardziej kosmicznych samochodów. Mało kto jednak pamięta, że kiedyś jednym ze szczytowych osiągnięć był rower. Banalnie proste urządzenie, niezwykle ułatwiające życie. Dzięki temu wynalazkowi nie musimy już biegać jak zwierzęta w dżungli czy neandertale za mamutami. Wystarczy wygodnie usadowić się na fotelu i od czasu do czasu zakręcić nogą żeby móc z klasą, jak przystało na homo sapiens, przemieszczać się z punktu A do punktu B.

Tym większe zdziwienie może budzić fenomen biegania jako coraz częstszego sposobu na spędzanie wolnego czasu. Można by wręcz rzec, że doszliśmy do krytycznego punktu i ludzkość zaczyna cofać się w rozwoju. W końcu nie po to człowiek wymyślił koło, żeby teraz biegać jak jakieś zwierzę. Co jest więc przyczyną tego, że nawet wielu fanów dwóch kółek zamiast eksplorować nowe szlaki i chwytać wiatr we włosy, postanawia znacznie przyspieszyć zużycie swoich butów, w dodatku ryzykując wdepnięcie w g%&#o?

Coraz szybsze rowery, pozwalające na coraz wygodniejszą i efektywniejszą aktywność fizyczną powinny już dawno zesłać biegowe obuwie do skansenu. To, że tak się nie dzieje jest wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. Wszyscy widzimy, że najlepszymi biegaczami są Afrykańczycy, a to zapewne dlatego, że na co dzień muszą biegać, bo nie mają rowerów. Pytam więc: dlaczego bieganie robi się coraz bardziej popularne? Może chodzi o chęć kontaktu z naturą? Ten argument mnie jednak nie przekonuje, rower pod tym względem sprawdza się świetnie. Chęć bycia oryginalnym? Nie, żaden szanujący się hipster nie zostanie biegaczem, to zdecydowanie zbyt mainstreamowe. Jedyne co mi przychodzi do głowy to sztuczna moda, wykreowana przez producentów obuwia w celu zbicia ogromnej kasy. Promują oni bieganie jako świetny sposób na zachowanie dobrej kondycji fizycznej i psychicznej, okazję do poznania ciekawych ludzi i sposób na realizację nowych wyzwań. Tak podstępnie zwabieni ludzie w końcu kupują te buty i żądni lepszego życia zasilają armię biegaczy.

Tak więc fenomen biegania urasta w moich oczach do miana jednej z największych zagadek ludzkości, a nawet do jednej z największych teorii spiskowych. Mało efektywne, wbrew logice i technice, a jednak uwielbiane przez miliony. Co jest tego przyczyną? Masochizm, upadek ludzkości? Spisek? Nie wiem i nie sądzę żebym kiedyś rozwikłał tę zagadkę. Jednego bieganiu nie można odmówić: oprócz tego, że jest ono w miarę nieszkodliwe dla otoczenia i stosunkowo tanie to wyzwala pokaźną ilość endorfin. Może nie tak wiele jak rower, ale stanowi dla niego świetne uzupełnienie, a zarazem odskocznię. I to są w końcu jakieś logiczne argumenty za bieganiem, które jestem w stanie uznać i zdecydować się na praktykowanie tej aktywności.

PS. A jeśli chodzi o same zawody, o których powinienem jednak tutaj kilka słów napisać to było świetnie! Śniegowa sceneria, która przed biegiem napawała mnie lekkimi obawami, okazała się niegroźna. Stanąłem z przodu, od startu wystrzeliłem jak z procy i po kilometrze byłem gdzieś w okolicach 10. miejsca. Tutaj znowu dogonił mnie Damian, za którym tym razem biegłem dużo dłużej niż ostatnio. Po dwóch kilometrach złapałem swoją grupkę i postanowiłem za wszelką cenę trzymać się z nimi. Przez cały bieg czułem się świetnie i na ostatnim kilometrze zaatakowałem, zostawiłem kilka osób za sobą, a ostatnią prostą pobiegłem sprintem, wyprzedzając jeszcze jednego zawodnika. Pobiegłem idealnie taktycznie i z czasem 22:42 zająłem 19. miejsce open i 11. w kat 16-34. Rzadko kiedy jestem tak zadowolony z wyścigu jak tym razem, nawet śnieg nie stanowił dla mnie problemu i biegło mi się po nim zaskakująco płynnie. Odskocznia świetna, przedpołudnie spędzone w doborowym gronie, endorfiny doładowane, było świetnie! A po południu zrobiłem jeszcze na dokładkę 2h trening na rowerze. Jakaś hierarchia musi być ;)

2014.01.11 – Lublin – zBiegiemNatury.pl

2014.01.11Start w pierwszych, od czasów podstawówki, zawodach biegowych chodził mi po głowie już od kilku miesięcy. W Lublinie widać coraz większy szał na bieganie, w ciepłe dni aż trudno przebić się przez ścieżkę rowerową ;) W ubiegłym roku odbył się pierwszy Maraton Lubelski, w maju będzie kolejny. Przed oboma maratonami organizowane są cztery 10km biegi, czyli „Dychy do maratonu”. Jesienią zawitał do Lublina cykl zBiegiemNatury, którego patronem jest radiowa Trójka. Składa się na niego 6 biegów w każdym mieście, wszystkie na tej samej, leśnej, 5km trasie. Pierwsze biegi niestety odpuściłem, chociaż ostatnio było całkiem blisko, podobnie jak z 5km, sylwestrowym biegiem w Nałęczowie. Dłużej jednak czekać nie zamierzałem i pierwszy tegoroczny „zBieg” musiałem zaszczycić swoją obecnością ;)

Jako, że przez ostatnie 1,5 miesiąca biegałem łącznie tylko cztery razy (to i tak o cztery razy więcej niż przez ostatnie 10 lat) to nie nastawiałem się na rewelacyjny wynik. Po analizie czasów z tych nielicznych treningów i wyników z poprzednich edycji, za cel postawiłem sobie 4:30/km, co miało dać czas w okolicach 22:30 i miejsce na pierwszej stronie wyników (42 pozycje). Oczywiście na rozgrzewce apetyt wzrósł i liczyłem, że dam radę pobiec w 22 minuty. Zagadką było dla mnie jakie różnice w czasach będą na trudniejszej, błotnistej trasie w porównaniu do tych utwardzonych, gdzie trenowałem.

Pamiętając co zawsze dzieje się na starcie w MTB, ustawiam się ze Sławkiem, Przemem i Karoliną z przodu, tuż za faworytami. Ma to zagwarantować przede wszystkim sprawne i bezpieczne ominięcie gigantycznej kałuży, która jest tuż za startem. Końcowe odliczanie, włączam Stravę, pulsaka i 208 biegaczy rusza do boju. Ogień od samego początku, omijam elegancko kałużę, kątem oka podziwiając jak jeden z zawodników spektakularnie w niej nurkuje. „Pływak” wybiega tuż przede mną i oczywiście ciśnie dalej. Pewnie chciał się trochę rozgrzać i wysuszyć… Jako, że startowałem z początku stawki to mogę spokojnie podziwiać jak wyprzedzają mnie kolejni biegacze. Po pierwszym kilometrze mija mnie Damian z LKKG, na pulsaku 4 minuty. Biegnę swoim tempem, kolejni zawodnicy mnie wyprzedzają. Prawie za każdym razem towarzyszą temu dźwięki jakie wydaje katowana do oporu lokomotywa. Jednak ludzie, którzy sprawiają wrażenie jakby zaraz mieli umrzeć zadziwiająco szybko się oddalają.

Gdzieś w połowie trasy wyprzedza mnie Krzysiek z MayDaya. Na maratonie MTB by mnie to mocno zastanowiło, ale to bardzo doświadczony biegacz, zdecydowanie nie moja liga. Chwilę później dogania mnie Adam i liderka wśród kobiet. Biegnę za nimi spory kawałek, trzymają równe tempo. W końcu tracę kontakt (do tej pory nie wiem jak to się stało) i zamiast błyskawicznie odrobić stratę, patrzę jak powiększają przewagę. To pierwszy taktyczny błąd tego biegu. Drugi ma miejsce pod koniec, kiedy do mety zostaje niecały kilometr. Mam sporo sił, ciągle widzę przed sobą najszybszą kobietę i kilku innych biegaczy. Przyspieszam, są coraz bliżej, ostatnia prosta, czuję się dobrze, ale zamiast zacząć sprint i ich dogonić, biegnę sobie jak do tej pory. Zupełnie nie potrafię sobie wytłumaczyć dlaczego nie poszedłem na maksa.

W efekcie wbiegam na metę 6 sekund za Katarzyną Pruszczak, która wygrywa kategorię kobiet. Na domiar złego zegar z czasem zauważam dopiero tuż przed kreską, kiedy pokazuje 21:59. Nieco zawiedziony wbiegam na metę, wiedząc, że powinienem był spokojnie urwać te kilka sekund, zejść poniżej 22 minut, wejść do 30 i wyprzedzić wszystkie dziewczyny. Ostatecznie z czasem 22:02 kończę 33. open, 20. w kategorii 16-34 lat. Było naprawdę całkiem dobrze, udało się zmieścić na pierwszej stronie wyników, czas też jest bardzo dobry. Niestety mały niedosyt pozostaje, ale odbiję to sobie następnym razem! Podsumowując krótko: fajny bieg, fajna trasa, fajna organizacja, ładna pogoda, sporo znajomych, nieprzyzwyczajone do biegania mięśnie miały ciężko, ale podobało mi się i chce więcej! :)