Archowum tagów: Trening

Testy rowerów Meridy na 2015 – Wisła

J2014.09.12ak co roku we wrześniu Merida zaprasza swoich dealerów do Wisły, gdzie można zapoznać się z modelami na następny sezon. Nie mogło na nich zabraknąć ekipy Metrobikes.pl, którą miałem przyjemność reprezentować. Razem z Luckiem i Staszkiem, który gościnnie załapał się na imprezę, wyruszyliśmy w środowy wieczór w podróż do rodzinnej miejscowości Adama Małysza. Po przybyciu trzy godziny snu nad ranem i od 8, jako pierwsi jesteśmy już na zapleczu skoczni, gdzie wystawione są rowery do testów.

Mam plan pojeździć trochę na 29″ fullu do XC, ale jako, że są same dużo rozmiary to sięgam po najdroższego dostępnego z rana górala – carbonową Big.Seven Team na Sramie XX1, Sidzie, Fulcrumach i z siodłem Prologo. Niestety 27,5″, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – zobaczymy jak spisuje się rower na kołach w pośrednim standardzie. Lucek wybiera fulla do enduro, a Staszek fulla do XC, wszyscy mamy koła 650B”. Po dokręceniu pedałów, ustawieniu rowerów i zapakowaniu prowiantu na drogę wyruszamy spod skoczni, mając w planach pętlę po pieszych szlakach. Już na pierwszych podjazdach jestem zachwycony działaniem XX1, zmiana biegów jest płynna jak nigdy. Rower ma fajną geometrię i podjeżdża się nim bardzo przyjemnie. Co kilka minut zatrzymuję się i czekam na chłopaków, bo jednak i rowery mają cięższe i noga też nie ta ;) Coś mi jednak w tym rowerze nie gra i po pierwszych zjazdach i trudniejszych technicznie podjazdach mam już pewność, że jest to kwestia rozmiaru koła. Dzięki tej wycieczce, w trudnym wydolnościowo i technicznie terenie mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że 27,5″ nie umywa się po prostu do 29″ i swojego 3x tańszego Speca 29″ nawet na najbardziej wypasione 650B” bym nie zamienił.

Po trzech godzinach spędzonych w przepięknych okolicznościach przyrody na MTB przychodzi czas zdania rowerów i pohasania na szoskach. Mój wybór pada na Meridę Reacto Team, oczywiście na carbonowej ramie i stożkach, oraz na osprzęcie Dura-Ace. W teamowym malowaniu Lampre jest +10 do mocy :D Chłopaki także pobierają carbony i wyruszamy na traskę w kierunku Istebnej i Kubalonki. Kilka minut po starcie dopada nas deszcz, ale jazda na takim sprzęcie i w tak pięknych okolicach nie zdarza się często, więc nic sobie z tego nie robilimy i cieszymy się jazdą. Merida Reacto, która zawsze ogromnie podobała mi się wizualnie robi na mnie kolosalne wrażenie. Rower jest piekielnie sztywny, a stożki niosą jak szalone. Nawet pod górę mam wrażenie, że rower sam jedzie. Niestety z Kubalonki zjeżdżamy w deszczu i nie mogę poczuć takiej prędkości, jaką bym chciał. Gdy po dwóch godzinach oddaję rower, wiem, że była to na pewno najlepsza maszyna, na jakiej kiedykolwiek jeździłem i gdyby trafiła się w dobrej cenie to nie zawahałbym się przed jej przygarnięciem ;)

Po pierwszym dniu testowania przychodzi czas na nocleg i suszenie ciuchów, gdyż w piątkowy poranek od 8 zaczynaa się powtórka z rozrywki. Mimo prawie 2000m w nogach wstaję rześki i wypoczęty. Lucek planuje odpuścić już jazdę, Staszek pobiera 29″ wersję roweru, którym jeździłem pierwszego dnia i leci w teren, więc szykuje się dobry trening, bez oglądania się do tyłu i czekania na chłopaków :) Na tę okoliczność wybieram carbonową Meridę Sculturę na Ultegrze i niskim stożku – rower stworzony do jazdy w górach i wyruszam na zaplanowaną wcześniej trasę, która ma prowadzić w okolice Kubalonki. Przestrzeliwuję jednak jeden z zakrętów i wjeżdżam na piękną krajobrazowo drogę wzdłuż Czarnej Wisełki, która nieustannie pnie się w górę, ale niestety w pewnym momencie urywa się, co oznacza, że muszę wrócić po śladach. Mimo to było warto zabłądzić i zaliczyć tak piękny, ponad 6km podjazd. Zjeżdżając z powrotem zauważam odbicie, które przeoczyłem i wracam na planowaną trasę na Kubalonkę, a stamtąd zjeżdżam tak jak dzień wcześniej do Wisły, tym razem w dużo lepszych, choć ciągle nie idealnych warunkach :) Poezja, 6km w dół ze średnią ok. 50km/h to niezapomniane przeżycie, szkoda, że nie było idealnie sucho, bo wynik na Stravie wyglądałby dużo ciekawiej ;)

Drugą część tego krótkiego treningu miała stanowić pętelką na północ od Wisły, ale tym razem znowu błądzę, wjeżdżając blisko 1,5km podjazd po bruku. Nie jestł on łatwy do wjechania, bo nierówności potęgują zmęczenie stromizną, ale oczywiście daję radę. Tyle, że na szczycie zamiast zjazdu jest jakiś ośrodek, co oznacza, że pora na jazdę w dół tą samą drogą, w dodatku po bruku! I to jest dopiero prawdziwy test dla tego roweru i dla moich ramion. Hample mogę puścić tylko na chwilę, a później muszę zwalniać prawie do zera, rozluźnić ramiona i znowu szybko w dół. Drgania są ogromne, ale dopiero w takim terenie można docenić komfort jaki dają carbonowe ramy. Myślę, że na swojej aluminiowej szosie taki zjazd byłby prawdziwym piekłem, na carbonie natomiast poszło w miarę gładko, moja następna szosa na pewno będzie z carbonu, ale też na pewno nie będzie to Scultura. Mimo, ze jeździło mi się na niej fajnie, to jednak z Meridy moim faworytem pozostaje Reacto, która pasuje mi o niebo lepiej :)

Po zakończeniu porannego treningu, ogarnniam się szybko w ośrodku przy skoczni, który przy okazji zwiedzam, przy ciachu i kawce gadam z Waldkiem ze sklepu w Chełmie, później jeszcze chwilę z chłopakami z Meridy, po czym pakuję się w do luckowego Merola i ruszamy w drogę powrotną :) Impreza w Wiśle wypadła świetnie, super ekipa, fajne rowery i piękne tereny do jazdy. Mam nadzieję, że za rok Jacek także umożliwi mi udział w takim wypadzie :)

Kalendarz startów 2014

2014.03.30Sezon startuje za dwa tygodnie, plan startów ułożyłem właściwie w styczniu i najwyższa pora puścić go w świat. Najważniejsze cele na ten rok to zwycięstwo w kat. M2 w wyścigu MTB Mazovia 24 h oraz miejsce w czołowej dziesiątce kat. solo w wyścigu szosowym Bałtyk-Bieszczady Tour (1008 km non stop). Cały sezon będzie podporządkowany tym dwóm startom. Uwielbiam długie dystanse i mam zamiar w dobrym stylu zadebiutować w powyższych imprezach. Dodatkowo, jako przygotowanie przed nimi, pojadę Mazovię 12 h, w której chcę także powalczyć o dobry wynik.

Jeśli chodzi o maratony MTB to skupiam się wyłącznie na ulubionej Lidze Świętokrzyskiej. Będę zadowolony jeśli będę w stanie regularnie przyjeżdżać w drugiej dziesiątce open. Z takimi wynikami jest szansa na załapanie się w generalce do pierwszej dziesiątki w elicie, oczywiście jak zwykle na najdłuższym dystansie Master. Wymienione zawody zostaną uzupełnione tylko o lokalne wyścigi, na czele z Lubelską Vueltą (szosowa etapówka w okolicach Parczewa) oraz weekendem w Lublinie z Eliminatorem na Starym Mieście i XCO na Globusie. Do tego XCO w Urzędowie oraz cztery wyścigi w Grand Prix Puław, które obowiązkowo musiało znaleźć się w kalendarzu.

Póki co konsekwentnie robię swoje i przygotowuję się do sezonu, kilometrów przybywa, kolejne testy potwierdzają, że treningi przynoszą efekty i z tego jestem bardzo zadowolony. Pierwsze starty pokażą jak forma kształtuje się na tle konkurencji i ile jeszcze pracy przede mną, żeby na Mazovii 24 i Bałtyk-Bieszczady Tour noga była najmocniejsza. Kluczowe dla osiągnięcia sukcesów będzie ograniczenie liczby startów do minimum i odpowiednia regeneracja. Jeśli będę się trzymał tej strategii to wykonana praca na pewno przyniesie efekty i czekać mnie będzie dużo dobrych chwil :)

2014.02.20 – Progresywny test mocy

2014.02.20Sezon wyścigowy zaczynam za niecałe dwa miesiące, ale póki co trenuję spokojnie, bez wielkiego ciśnienia. Najważniejsze starty w II połowie sezonu, więc trzeba zachować zimną krew, żeby nie zrobić szczytu formy na Wielkanoc. Dziś zaliczyłem test mocy, czyli od zera do bohatera zajechania, żeby sprawdzić ile jest pod nogą i ustalić progi wydolnościowe dla efektywniejszego treningu. Tym razem kłute było w ucho, więc obyło się bez widoku krwi, a ja byłem prawie tak dzielny jak podczas szczepień w podstawówce ;)

Jeśli chodzi o wyniki to można powiedzieć, że moc maksymalna jest na planowanym poziomie (ujechałem 1,5 minuty na 370W), chociaż liczyłem na to, że dociągnę 370W do końca. Bardzo cieszy natomiast, że znacznie podniósł się próg tlenowy, który kończy się teraz na 280 Watach i przy 165bpm. W perspektywie długich maratonów jest to dla mnie najważniejszy parametr i będę dążył, żeby go jeszcze poprawić. Próg beztlenowy to ok. 320W i 179bpm, czyli nisko, ale jak na tę część sezonu to też nic dziwnego. Na pewno znacznie się to zmieni na wiosnę, gdy będę miał już za sobą sporą porcję tempówek „na zapieku” :)

Dziękuję Inżynierii Rowerowej za udostępnienie miejsca na test i Tomkowi za poświęcony czas. Fotka pozowana już po przebraniu w długie spodenki, byliśmy tak zaaferowani testem, że nikomu nie przyszło do głowy wyciągać telefon. No ale cóż, albo konkretna zacierka na treningu, albo grzanie tyłka w Calpe, kawki, oraz sweetfocie na fejsika i inne instagramy ;)

Podsumowanie sezonu 2013

2013.10.18Sezon 2013 już za mną, więc czas na podsumowanie. Podobnie jak przed rokiem wystartowałem w 24 wyścigach, co było dosyć karkołomnym pomysłem. Zimowe przygotowania przebiegały profesjonalnie jak nigdy. Każdego dnia wiedziałem co mam robić i konsekwentnie dążyłem do zbudowania formy, która pozwoli mi na zajmowanie dużo lepszych miejsc niż w poprzednich sezonach. Po wzorowo przepracowanej zimie przyszły pierwsze starty, które zapowiadały naprawdę dobry sezon. Dobre występy w ŚLR i Cyklokarpatach i super wynik na Gwieździe Mazurskiej sprawiły, że pierwszą część sezonu mogłem zaliczyć do udanych. Niestety skutki bardzo napiętego kalendarza wiosennego zaczęły wychodzić w lecie i mimo przyzwoitych wyników czułem, że noga nie jest już tak świeża jak na przełomie maja i czerwca. Przed ostatnią częścią sezonu zrobiłem sobie dwa tygodnie przerwy od ścigania. Nie dały one zbyt wiele, ale przynajmniej wyścig w Mielniku mogę spokojnie zaliczyć do udanych.

Jeśli chodzi o rozliczenie celów założonych sobie przed sezonem to mam dosyć mieszane uczucia. Patrząc z jednej strony: tylko raz bylem w drugiej dziesiątce open ŚLR, co na pewno jest słabym wynikiem. Z drugiej strony konkurencja w tym roku była dużo mocniejsza, więc miejsca na początku drugiej dziesiątki to solidny wynik, tym bardziej, że w generalce Elity awansowałem o jedno miejsce – na 12. pozycję. W Cyklokarpatach nie dokończyłem generalki, trochę mi tego szkoda, ale tak wyszło i nie ma co przeżywać. Pewnie gdybym wystartował w Jaśle to skończyłbym 12. w M2 i 18. Open. Zważywszy na to, że tamtejsze trasy ze względu na swoją długość raczej mnie nie premiowały to byłby to także całkiem niezły wynik, tym bardziej, że aż trzy razy byłem w drugiej dziesiątce, a o pierwszej brakowało naprawdę niewiele.

Najlepsze wyniki w sezonie wykręciłem o dziwo na imprezach, których początkowo nie znalazły się w kalendarzu, czyli Gwieździe Mazurskiej (3. M2, dwa etapy na podium), Pucharze Lubelszczyzny w Maratonie (1. miejsce w generalce Elity) i Mistrzostwach Województwa w XC (1. miejsce w Elicie). Do tego dwa podia w GP Puław i jedno w Maratonach Kresowych (co już było zupełną niespodzianką) sprawiły, że mimo pewnego niedosytu sezon mogę zaliczyć do udanych. Chociaż kilka dobrych wyników cieszy (oprócz wyżej wspomnianych, także bardzo dobre maratony w Nowinach i Strzyżowie) to największym pozytywem tego sezonu było przekonanie się, że przy mądrym treningu, odpowiedniej motywacji i wysokim poziomie zaangażowania można uzyskać spory progres i zbudować całkiem dobrą formę. Ta świadomość będzie mi towarzyszyła w przygotowaniach do kolejnego sezonu, z którym wiąże jeszcze większe nadzieje, ale o tym pewnie za kilka tygodni. Łącznie od początku roku do końca ostatniego tygodnia startowego zaliczyłem 495h treningów (w tym 43h siłowni – styczeń–maj) i wyścigów.

Co zapamiętam z tego sezonu:

  • Daleszyce i dużą moc w nogach podczas pierwszego startu w sezonie, walkę jak równy z równym z zawodnikami, którzy przed rokiem objeżdżali mnie jak chcieli, ogromny postęp widoczny gołym okiem, głupio przegrany finish i to, że uwierzyłem we własne siły
  • Przemyśl i fatalną organizację Cyklokarpat, trasę, która w ogóle nie zrobiła na mnie wrażenia i hostessy jako jedyny jasny punkt zawodów
  • Sandomierz i zgubienie trasy, które kosztowało sporo miejsc i sił, oraz niepozorną trasę, na której tak jak przed rokiem ujechałem się na maksa
  • Wojnicz, dużo lepszą organizację niż w Przemyślu i świetne pierogi
  • Puławy, podbiegi i nadzwyczaj dobrze oznaczoną trasę
  • Nowiny i kultową trasę pure MTB. Kryzys do 40km, cudowny przypływ sił w drugiej połowie maratonu i mordercze podjazdy do samego końca, na których dochodziłem kolejnych rywali
  • Gwiazdę Mazurską, podium na czasówce, prawie zmieloną przerzutkę na I etapie, udaną walkę o powrót na trzecie miejsce w generalce i podium na II etapie, morderczą walkę i udaną obronę podium w generalce na III etapie oraz długi weekend spędzony w świetnym towarzystwie
  • Strzyżów, świetną trasę, hardkorowe podejście w błotnym wąwozie, kolejny cudowny przypływ sił i awans o ponad 20 miejsc w II poł. dystansu oraz pierwszą dekorację na górskim maratonie
  • Family Cup w Lublinie i kolizję na starcie, w której na szczęście nie uczestniczyłem, ale przez którą straciłem kontakt z czołówką i szansę na upragnione podium na własnym terenie
  • Puławy i podium na pocieszenie po nieudanym starcie w Lublinie
  • Wilkołaz i pierwszy od 2009 wyścig szosowy, niestety bez fajerwerków
  • Suchedniów i wszechobecne błoto, które zamieniło zwykłą, pagórkowatą trasę ŚLR w rzeź niewiniątek i 5h wycieńczającej jazdy
  • Pruchnik i straszny niedosyt po maratonie, w którym meta pojawiła się tuż po tym jak się rozkręciłem
  • Chełm, start na spontanie z II sektora, nadspodziewanie dobrą jazdę na drugi dzień po Cyklokarpatach, zmodyfikowaną na plus trasę i jedno z większych zagięć w sezonie
  • Zagnańsk, dzwona, przez który o mały włos nie połamałem ramy i wcale nie tak nudną trasę
  • Urszulin, ekstremalnie wysoką temperaturę na ekstremalnie płaskiej i piaszczystej trasie
  • Komańczę i świetną interwałową końcówkę, na trasie z wielkim potencjałem, niestety dużo za krótkiej
  • Puławy i znakomity wyścig, w którym byłem w końcu jednym z tych, którzy rozdawali karty i do samego końca miałem szanse na sprawienie niespodzianki
  • Kraśniczyn i najlepiej zorganizowany wyścig, w jakim kiedykolwiek startowałem. Trasa, ogromne zaangażowanie  ludzi, piękna pogoda, świetna atmosfera i nawet profesjonalny masaż po wyścigu. Takie rzeczy pozostają w pamięci na bardzo długo
  • Kraśnik i zwycięskie Mistrzostwa Województwa w XC, które okazały się jednym z największych ogórków w jakich startowałem
  • Puławy,  mocno zmienioną trasę i wyjątkowo mocną obsadę
  • Mielnik i świetny wyścig,w którym na udział zdecydowałem się pół godziny przed startem, w dodatku wybierając krótki dystans, co okazało się strzałem w dziesiątkę
  • Kielce i znakomitą, wymagającą trasę, która obnażyła mój brak brak formy w końcówce sezonu oraz przestrogę żeby już nigdy, przenigdy nie startować „na długo”
  • Puławy i udane zakończenie sezonu na trasie ułożonej „w ósemkę”

Najlepsze trasy: Nowiny, Daleszyce, Strzyżów, Kielce, Kraśniczyn
Najlepiej pojechane wyścigi: Nowiny, Strzyżów, Daleszyce, Gwiazda Mazurska, Mielnik
Najlepsza organizacja: Kraśniczyn, ŚLR całościowo, Strzyżów

Najważniejsze osiągnięcia:

Puchar Lubelszczyzny w Maratonie MTB – klas. generalna – 1. Elita (3x 1. miejsce)
Mistrzostwa Woj. Lubelskiego MTB XCO – 1. Elita
Maraton Kresowy w Mielniku – 2. Elita
Gwiazda Mazurska – klas. generalna – 3. M2 (2x 3. miejsce)
Grand Prix Puław MTB – klas. generalna – 4.  Elita (2x 3. miejsce)
Świętokrzyska Liga Rowerowa – klas. generalna – 12. Elita

Na koniec dziękuję ludziom, dzięki którym ten sezon był tak udany:

  • Tomkowi – za poświęcony czas i przygotowanie mnie do sezonu, plany treningowe i wiele cennych porad, dzięki którym jestem coraz lepszym kolarzem
  • Pawłowi z Centrali Rowerowej – za serwisowanie moich rowerów, które nigdy nie zawiodły mnie na trasie, zarówno na wyścigach jak i na treningach
  • Grześkowi z Fundacji Baran Cycling – za zaufanie i wsparcie w zakresie izotoników
  • Jankowi i Dawidowi – za towarzystwo na porannych treningach, dzięki czemu sprawiały one przyjemność przez cały sezon
  • Osobom, które jeździły ze mną na maratony, wszystkim zawodnikom, z którymi się ścigałem, organizatorom, wolontariuszom i fotografom – za świetną, kolarską atmosferę na wszystkich trasach

A teraz czas na roztrenowanie, kilka długich wycieczek na szosie, których tak brakowało mi przez cały sezon, wyprawy w teren w pięknej, jesiennej scenerii i mniej patrzenia na pulsometr, a więcej zabawy, podziwiania krajobrazów i odkrywania nowych ścieżek. Dziękuję bardzo za odwiedzanie mojego bloga i zapraszam za kilka tygodni, gdy ruszą przygotowania do kolejnego sezonu :) CDN.

Starsze posty «