Archowum tagów: Rowerowy Lublin

2015.01.24 – Lublin – Dycha do Maratonu

2015.01.24

Trzecia dycha do maratonu 2015 (a moja druga) to bieg nocny, który startował o 22. Nie przygotowywałem się do niego praktycznie w ogóle, a poprzedziłem go jedynie siedmiokilometrową przebieżką dwa dni wcześniej. Mimo to plan był prosty, pobiec w okolicach czasu z listopada, czyli poniżej 40 minut i osiągnąć życiówkę na atestowanej trasie. Mimo, że dopiero wznowiłem treningi to wiedziałem na co się porywam. Trasa nie wyglądała na szczególnie trudną, a już na pewno nie na tak trudną jak to opisywało wielu biegaczy. Późna pora też nie była przeszkodą, więc pozostawało stanąć na starcie i dać z siebie wszystko.

Na miejscu w hali Globus jak zwykle mnóstwo znajomych, dodatkowo ludzie z Rowerowego Lublina obstawiali trasę na rowerach, więc było wręcz rodzinnie :) Rozgrzewkę zrobiłem z Martą Kloc i jej znajomymi z Perfect Runner i udałem się na start. Znowu nie zamierzałem się przepychać gdzieś z tyłu, więc stanąłem sobie na samym przodzie. W końcu początek zawsze mam szybki, więc nikomu nie będę przeszkadzał, a i na przedstartową fotkę można się załapać ;)

Plan na bieg jest prosty tak jak ostatnio, tylko, że tym razem inny. Trzymać się przez cały wyścig Marty, która też chce zrobić podobny wynik, ma mocną nogę i zegarek z GPS, a dodatkowo dysponuje większym doświadczeniem. Podobnie jak ostatnio taktyka przedstartowa już na starcie bierze w łeb. Wychodzę „z bloków” na ostro i trzymam jakieś szaleńcze tempo. Przede mną tylko największe harty, stopniowo wyprzedzają mnie kolejni mocniejsi biegacze, a także dwie najszybsze biegaczki. Magda Kłoda jest sporo za szybka żeby za nią biec, natomiast za Joanną Wasilewską biegnę jakiś czas, ale później także odpuszczam i biegnę swoje. Po trzech kilometrach mam czas 11:15, czyli średnio 3:45/km. Jest dobrze. Kolejne dwa kilometry biegnę ze szwajcarską precyzją, po 4:00/km i na półmetku pod Pocztą Główną mam czas 19:15.

Szósty kilometr także upływa w podobnym tempie, ale po nim zaczyna się podbieg na ul. Skłodowskiej. Trzymam tempo zawodników przede mną, ale nie jest to łatwe. Od połowy słyszę charakterystyczne dyszenie Maćka Bujaka. To tylko kwestia czasu jak mnie „najdzie”. Dzieje się to gdy wbiegamy na ul. Akademicką, tuż przed stromym zbiegiem. Lecę tam całkiem mocno, ale Maciek tam wręcz frunie. Na ulicy Głębokiej już wyraźnie zaczyna mi się dłużyć i czuję, że zaczyna być naprawdę ciężko. Zagryzam zęby i wytrzymuję, a gdy wbiegamy w ul. Nadbystrzycką łapię się nawet biegaczy, którzy mnie doganiają i trzymam ich tempo.

Podbieg pod Zana nie jest ławy, ale wiem, że meta jest już blisko. Na Zana walczę z całych sił, gdy zostaje kilometr do mety już wiem, że nie nie dam się złamać i dobiegnę poniżej tych 40 minut. Kwestia tylko ile urwę. Jest szansa na 39:30, więc „shut up legs” mode i ogień. Niestety podbieg przy stoku wyrasta znikąd, gdy wydawało się, że jest już płasko. Nie ma tego w planach i nie radzę sobie z nim tak jak bym chciał. Ostatnie pół kilometra jest mocne, ale też nie aż tak jak powinno być, bo biegnę zbyt asekuracyjnie. Na metę wbiegam z czasem 39:42, zadanie wykonane, ale z powodu „bezjajecznej” końcówki mam mały niedosyt. Fajne jest za to stosunkowo wysokie miejsce (52./1101 open i 21./247 M20.

Po biegu odebrałem pamiątkowego buffa i zjadłem smaczną pomidorówkę. Po prysznicu trochę odżyłem i mogłem z Rowerowym Lublinem śledzić dekorację. Niestety masażyści dosyć szybko się zwinęli, a szkoda, bo masaż na pewno by mi się przydał. To była bardzo fajna impreza, dziękuję organizatorom, którzy po raz kolejny stanęli na wysokości zadania. Była to moja ostatnia dyszka w tym sezonie biegackim. Zostały jeszcze dwa zimowe CityTraile i może Chęć na pięć w wąwozie na rozpoczęcie wiosny :) Na pewno będę chciał wystartować w cyklu Dych do maratonu jesienią. Fajne są to imprezy i dobrze wpływają na moją kondycję psychofizyczną, ale póki co dawka jest idealna i w 2015 nie przebiegnę żadnego maratonu :)

2013.06.09 – Family Cup – Lublin

2013.06.09Dzień po strzyżowskim maratonie kolejny wyścig, na którym nie mogło mnie zabraknąć. Nie dość, że rozgrywany „pod domem” to jeszcze współorganizowany przez Rowerowy Lublin, zatem start obowiązkowy. Kilka minut po 11 zjawiam się na Słonecznym Wrotkowie, gdzie trwają już zawody dla najmłodszych, objeżdżam rundę i stwierdzam, że lekko nie będzie, w końcu przez noc amor się nie naprawił, a korzenie z trasy nie zniknęły. Mimo to, podium wydaje się być w zasięgu. Godzina startu jest ciągle nieznana, to trochę niedobrze, ale jest przynajmniej okazja żeby porozmawiać ze wszystkimi znajomymi i rzucić okiem na wcześniejsze wyścigi.

Ostatecznie startujemy około 14:15, razem z kategorią Orlików. Ustawiam się w pierwszej linii, jest tak ciasno, że praktycznie stykamy się wszyscy kierownicami. Niestety widać, że są to zawody amatorów, każdy musi stać z przodu i basta! 3…2…1 i jedziemy. Na kraksę w takich warunkach nie trzeba długo czekać i już po kilkudziesięciu metrach tuż przede mną frunie Tomek Czapla. W ostatniej chwili hamuję, omijam go i w tym czasie czołówka odjeżdża w siną dal, a za nimi tworzy się długi sznur wolniejszych zawodników. Gonię ile sił w nogach, ale na singlach wyprzedzanie jest prawie niemożliwe. Do tego na najbardziej stromym „podjeździe” kilku „wycinaków” podprowadza, co skutecznie mnie przyblokowuje i ostatecznie grzebie moje szanse na dogonienie czołówki. Gonię wspólnie z Michałem Sztembisem, ale mamy sporą stratę do najlepszych. W rejonie nawrotu, gdzie widać kolarzy jadących z naprzeciwka obliczam, że jadę na czwartym miejscu w kategorii. Kręcę mocno, ale na każdym kółku mam mniej więcej taką samą stratę do Andrzeja Cebuli, który jedzie trzeci. Z okrążenia na okrążenie minimalnie powiększam przewagę nad Michałem, jest to jednak ciągle niewiele, w porywach kilkanaście sekund, mimo to czuję, że nie będzie mi on zagrażał, zresztą i tak skupiam się na tym co z przodu. Dwa kółka do końca widzę, że nie dam rady dojść chłopaków i po prostu staram się utrzymać tempo do końca. Wyścig kończę z czasem 49:24 na 4. pozycji w swojej kategorii i 7. open. Wygrywa niezagrożenie Tomek Bala, który startuje poza konkurencją, a w mojej kategorii Kamil Różalski i Tomek Siewierski. Wyprzedzają mnie także Szymek i Wojtek z kat. Orlik.

Na mecie czuję ogromny niedosyt i nie mogę przeboleć pechowego początku. Byłem za słaby, żeby dojść Kamila i Tomka, przed wyścigiem nawet nie łudziłem się, ze mogę ich objechać, ale jeśli jechałbym z Andrzejem, który zajął trzecie miejsce to myślę, że walka toczyłaby się do samego końca. Szkoda, że wyszło tak kiepsko, bo taka szansa na podium w Family Cup może się już nie powtórzyć. Jeśli chodzi o pozytywy z samego wyścigu to próżno ich szukać. Po tętnie było widać zmęczenie, Strzyżów dawał o sobie znać, ale zdziwiłbym się mocno, gdyby było inaczej. Cieszyła na pewno licznie zgromadzona publiczność, dopingująca kolarzy, miło było słyszeć motywujące okrzyki pod swoim adresem, dziękuję. Tym bardziej szkoda, że pojechałem tak słabo. Co do samej organizacji imprezy to duże brawa dla Kuby i wszystkich wspierających go członków i sympatyków Rowerowego Lublina. Mimo, że nie było ich zbyt wielu do pomocy to zrobili wszystko, co w ich mocy, żeby to miało ręce i nogi. Szkoda, że nie było więcej osób do obstawiania trasy, bo niedzielni spacerowicze momentami nic nie robili sobie z tego, że właśnie trwa wyścig kolarski. Drugi minus to brak podania godzin startów, na przyszłość trzeba to poprawić. Poza tymi dwoma niedociągnięciami wszystko było super, dodatkowo dopisała pogoda, a więc także i frekwencja była wysoka. Takie imprezy to świetna promocja sportu wśród dzieciaków, może spośród najmłodszych, których rywalizacja była zresztą najbardziej widowiskowa, znajdzie się w przyszłości jakaś gwiazda kolarstwa :)

Kalendarz startów 2013

2013.01.31Jak co roku o tej porze, zawodnicy układają swój plan startów. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ wyścigów jest coraz więcej i trzeba się sporo nagimnastykować, żeby wybrać optymalne rozwiązanie. Ja także miałem dosyć duży ból głowy jak to wszystko poukładać, żeby pojechać jak najwięcej fajnych wyścigów i na gorąco nawet ułożyłem kalendarz, w którym wolne weekendy można było policzyć na palcach jednej ręki. Po głębszym zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, że będąc amatorem to co tydzień można jeździć na wycieczki, a nie na kilkugodzinne wyścigi. Posłuchałem więc głosu rozsądku, przeanalizowałem jeszcze raz swój kalendarz i z bólem wykreśliłem z niego kilka wyścigów. Niektórych żal z powodu na ciekawą trasę, innych dlatego, że odbywać się będą bardzo blisko, ale uznałem, że lepszym rozwiązaniem będzie postawienie na jakość i walkę o dobre miejsca na mecie a nie na liczbę startów i walkę o przetrwanie.

Ostatecznie zdecydowałem się na regularne starty i walkę w generalce dwóch geograficznie najbliższych cykli maratonów MTB z prawdziwego zdarzenia, czyli Świętokrzyskiej Lidze Rowerowej i Cyklokarpatach. ŚLR jest mi doskonale znana, w ubiegłym sezonie regularnie jeździłem w tych maratonach na najdłuższym dystansie i zarówno klimat, organizację jak i trasy wspominam na tyle dobrze, że nie wyobrażam sobie sezonu bez startów w tym cyklu. Z kolei Cyklokarpaty to seria, w której nie startowałem nigdy, ale śledzę ją już od kilku lat i jeśli tylko organizacyjnie wszystko będzie w porządku to tamtejsze trasy dostarczą wielu niezapomnianych wrażeń. Tutaj kwestia czy będzie to dystans Mega czy Giga rozstrzygnie się pewnie na wiosnę, chętnie pościgam się na dłuższym dystansie o ile uznam, że jestem wystarczająco przygotowany, żeby zachować siły na całą trasę. Myślę, że jeśli dobrze przepracuję okres przygotowawczy to w ŚLR stać mnie na to, żeby regularnie zajmować miejsca w drugiej dziesiątce open.

Najważniejszym startem w sezonie będzie dla mnie ponowny udział w Maratonie Rowerowym Dookoła Polski, który odbędzie się w dniach 17-27 sierpnia. Będzie to trzecia edycja tego ultramaratonu, który liczy 3130 km i odbywa się co cztery lata. W 2009 roku ukończyłem go na piątym miejscu, z czasem 9 dni, 11 godzin i 49 minut. W tym roku celem minimum będzie poprawienie obecnego rekordu trasy (8 dni, 9 godzin, 55 minut), należącego do Jana Lipczyńskiego. Z doświadczenia zdobytego w poprzedniej edycji wiem, że dobre przygotowanie psychofizyczno-logistycze w połączeniu ze sprzyjającą pogodą powinno spokojnie wystarczyć do uzyskania tego celu :) Wystartuję oczywiście tak jak ostatnio w kategorii Sport, czyli z zapleczem technicznym, które będzie mi towarzyszyć jadąc za mną w aucie. W ubiegłym roku brakowało mi podobnego wyzwania, mam nadzieję, że tym razem perspektywa startu w jednym z najdłuższych amatorskich ultramaratonów kolarskich na świecie odpowiednio napędzi mój sezon i zapewni zapał do treningów :)

Podsumowując: plan na ten sezon to przejechanie z dobrym rezultatem generalki ŚLR i Cyklokarpat oraz start i ukończenie Maratonu Rowerowego Dookoła Polski z czasie lepszym niż obecny rekord trasy. Jak ustaliłem z trenerem starty częstsze niż dwa tygodnie nie pozwolą się w pełni zregenerować i walczyć na maksa we wszystkich maratonach i póki co nastawiam się tylko na powyższe wyścigi, podporządkowując im całe przygotowania. Po cichu jednak liczę, że będzie możliwe przejechanie jeszcze jednej generalki – GP Puław. Po tym co działo się w ubiegłym roku nie wyobrażam sobie sezonu bez puławskiego czempionatu, jakby nie patrzeć, najbardziej prestiżowego i klimatycznego cyklu XC na Świecie ;)

Badania wydolnościowe

2012.12.30Sezon 2012 już dawno za mną, zakończyłem okres przejściowy i pora pełną parą rozpocząć przygotowania do ścigania w sezonie 2013. Ponieważ cele na ten rok mam bardzo ambitne, zdecydowałem się na przeprowadzenie profesjonalnego testu wydolnościowego, dzięki któremu można dużo precyzyjniej zaplanować trening. Badanie odbyło się 1. grudnia w klubie SPORTSpark, na zorganizowanym wspólnie z Maćkiem z Nocnego Patrolu pokazie dla Rowerowego Lublina. Za stronę merytoryczną pokazu i przeprowadzenie badania odpowiedzialna była firma 4sportLAB, która współpracuje m.in z szosową reprezentacją Polski kobiet, szosowcami z CCC, czy czołowym polskim zawodnikiem MTB Radkiem Rękawkiem.

Zostałem poddany tzw testowi progresywnemu, który przeprowadzany jest na trenażerze i polega na zwiększaniu kolarzowi zadanej mocy o 30 watów, na początku co 3 a później co 2 minuty. Pod koniec każdego progu pobierana jest krew, która później ulega analizie w celu stwierdzenia reakcji organizmu na dane obciążenie. Cały test kolarz wykonuje w specjalnej masce, co ma na celu analizę zachowania układu oddechowego. Test wykonywany jest do czasu aż badany zupełnie opadnie z sił i nie będzie w stanie utrzymywać co najmniej 60 obrotów korbą na minutę. W moim przypadku były to 23 minuty, podczas których doszedłem do progu 350 watów i po przejechaniu go w całości nie byłem już w stanie podejść do następnego obciążenia. Wszystkie dane, które po analizie testu otrzymałem z 4sportLAB, na pewno ułatwiły Tomkowi Bali zaplanowanie odpowiednich treningów na początek moich przygotowań. Żeby się zanadto nie rozpisywać o wynikach napiszę tylko, że uzyskałem dosyć wysoki poziom VO2 max, który, wyjaśniając w dużym skrócie, świadczy o zdolności do długotrwałej, intensywnej jazdy, bez większych zaburzeń organizmu. Z kolei uzyskana przeze mnie moc na progach LT i AT jest dosyć niska, przez co przy interwałowym i bardzo intensywnym wysiłku powoduje szybkie zakwaszenie i wymusza konieczność zmniejszenia tempa jazdy.

Teraz przede mną czas żmudnego budowania formy przed sezonem, oparty głównie o treningi na rowerze, wspomagane siłownią. Mam za sobą także pierwsze mini-zgrupowanie prowadzone przez Tomka, które w przedświąteczny weekend odbyło się w Puławach. Wraz z zawodnikami LKKG, Erkado, RL oraz miejscowymi kolarzami eksplorowałem Lasy Parchackie, które świetnie nadają się do szlifowania techniki. Dwie godziny w mrozie ok -10C, w jakim przyszło nam jeździć stanowiły nie lada wyzwanie, ale jako, że trzymamy się zasady „nie ma lipy” to nikt nie wymiękał! Treningi dopełnił sobotni basen oraz niedzielny biegowy rozruch. Takie mini-zgrupy będziemy w tym sezonie organizować co kilka tygodni, kolejna pewnie na przełomie stycznia i lutego. Pod koniec stycznia, wraz z pozostałymi zawodnikami, prowadzonymi przez Tomka Balę przejdę uproszczony test progresywny, który pokaże postępy po pierwszej fazie przygotowań do sezonu. Jak wspomniałem na wstępie, mam dosyć poważne plany na ten rok, ale napiszę o nich następnym razem, gdy już wykrystalizuje się jakiś wstępny kalendarz startów.. A póki co pora skupić się na treningu :)

Starsze posty «