«

»

2017.11.11 – Szczekociny – Puchar Polski CX

Po wypadku pod koniec sierpnia, sytuacja wyglądała nieciekawie – stracony sezon przełajowy i przy dobrych wiatrach powrót na rower na przełomie listopada i grudnia i zima na trenażerze. Perspektywa długiej przerwy od jazdy na rowerze tak mnie przerażała, że od razu założyłem sobie, że w połowie października wracam do pracy i do jakiegokolwiek kręcenia. Pomimo pierwszych, niezbyt optymistycznych trzech tygodni udało się dopiąć swego i nie dość, że zacząłem jeździć do pracy do także wyjeżdżałem na treningi na dwór (na trenażerze do tej pory siedziałem dwa razy) :)

Coraz bardziej regularna i pewna jazda, zarówno na szosie jak i w dosyć wymagającym terenie sprawiły, że „noga zaswędziała”. Zacząłem myśleć o sprawdzeniu ile zostało w nogach z lata i jak zachowa się organizm po kontuzji. Wybór padł na weekend Szczekociny + Koziegłowy – miejscówki dosyć blisko Kielc, w dodatku w Koziegłowach możliwość zapoznania się z trasą styczniowych Mistrzostw Polski. Wiedziałem, że w Masters I nie mam żadnych szans na sensowną walkę, więc zdecydowałem się nie wyrabiać licencji i start w kategorii dla nielicencjonowanych amatorów.

Kategoria Amator startuje z Masters III i IV, wyścig co najmniej pół godziny. Mastersi ustawieni są z przodu, Amatorzy za nimi. Jako, że to mój pierwszy wyścig to jadę chyba z ostatniego rzędu. Na szczęście prosta startowa to długi odcinek asfaltu, przebijam się szybko do przodu i z pierwszego zakrętu wychodzę czwarty. Szybko dostrzegam, że przede mną są sami Mastersi, czyli prowadzę w Amatorach. Na pierwszej rundzie wyprzedza mnie jeszcze Waldek Banasiński, jadę za nim kawałek, ale na trawiastych agrafkach mi odjeżdża. Wyścig jest ułożony, w dalszej jego części nie jestem w stanie dogonić starszych od siebie zawodników, ale wyrabiam też bezpieczną przewagę nad resztą rywali.

Na metę wjeżdżam 1. w Amatorze i 5. Open z czasem 35:10. Minimum wyrobione, niestety 1:15 straty do zwycięzcy całego wyścigu chwały mi nie przynosi. Mimo to jestem raczej zadowolony, tym razem najważniejsze było sprawdzić jak organizm zareaguje na wysiłek startowy i nabrać pewności. Cieszy mnie, że podczas wyścigu praktycznie nie zauważalna była blokada psychiczna i mogłem skupić się tylko na ściganiu zamiast myśleć jak pokonać zakręt żeby się nie przewrócić :) Rehabilitacja za pomocą wyścigu zadziałała :)

  • Facebook
  • Twitter
  • Śledzik
  • Wykop
  • email
  • Blogger.com